Nauczą, jak przetrwać


MICHAŁOWICE Powstał ośrodek szkoleniowy ratowników

Uratować życie może czasem kawałek liny – mówi Marian Sajnog, założyciel Centrum Ratownictwa Kataklizmowego. Wyspecjalizowana grupa ratowników będzie od poniedziałku przygotowywać chętnych, jak zachować się i przetrwać w każdej sytuacji zagrożenia.

Zamierza kształcić profesjonalne służby i amatorów. Jest w stanie przeszkolić kilka tysięcy osób rocznie. W piątek otwarto ośrodek szkoleniowy centrum.
Centrum Ratownictwa Kataklizmowego prowadzi działalność ratunkową od sierpnia 2001 r. Działalność szkoleniową w ośrodku rozpoczyna 1 grudnia, czyli w poniedziałek. Należą do niego ratownicy GOPR, WOPR i straży pożarnej. Działalnością edukacyjną jednostki są już zainteresowani wójtowie i burmistrzowie niektórych gmin.
- Mamy na swoim terenie gminy typowo górskie, w których gwałtowne burze, ulewy i wezbrane potoki potrafią stworzyć niesamowite zagrożenie: zrywać mosty, podmywać domy. W takich sytuacjach ważna jest pomoc sąsiedzka – stwierdza Marek Mikrut ze Związku Gmin Karkonoskich. – Najskuteczniejsza jest najszybsza akcja ratunkowa – ocenia.

Pies na linach

- Nastawimy się na szkolenie ratowników, organizatorów akcji ratunkowych w fazie izolacji. Chodzi też o zwykłych ludzi. O to, żeby umieli zorganizować akcję ratunkową, na przykład u swoich sąsiadów, w swojej wsi, na swoim osiedlu – tłumaczy Marian Sajnog.
W piątek na otwarciu ośrodka można było obejrzeć próbkę umiejętności ratowników z Centrum Ratownictwa Kataklizmowego, m.in. widowiskowy pokaz ewakuacji z zagrożonego budynku przy pomocy metod stosowanych w górach. W miejsce wypadku wciągano też na linach psa. Na otwarcie przyjechały zaprzyjaźnione jednostki z całego kraju, m.in. WOPR z Mazur, grupy ratowników górskich, strażacy i żołnierze.
Ośrodek szkoleniowy w Michałowicach ma 130 miejsc więc rocznie może zostać przeszkolonych nawet kilka tysięcy osób.
- Nie są na to potrzebne duże pieniądze – zapewnia Marian Sajnog.
Kataklizmy, w których mogą przydać się umiejętności ratownicze to nie tylko terroryzm, epidemie i choroby. To także pożar mieszkania, podtopienie domu przez wezbraną rzekę, czy wypadek samochodowy na ulicy.

Zapobiec bezradności

Jak potrzebna jest profesjonalna pomoc przeszkolonych ratowników mogliśmy się przekonać już nieraz. W Łodzi małżeństwo musiało zeskoczyć z pietra, gdy paliło się mieszkanie i nikt nie potrafił ich uratować. Wezbrany potok niebezpiecznie podmył domy w Kowarach.
- Świadkowie wypadku bardzo rzadko potrafią udzielić pomocy medycznej. Ich udział ogranicza się często do bycia gapiem, zamiast organizowania skutecznej pomocy – mówi jeden z lekarzy jeleniogórskiego pogotowia. – Większość osób nie potrafi nawet sprawdzić tętna lub założyć opatrunku, nie mówiąc już o reanimacji poszkodowanego.
Centrum jest w stanie przeszkolić liderów, którzy w razie katastrof będą w stanie pokierować zorganizowaną akcją ratowniczą. Nauczy jak przeżyć w niskich temperaturach, postępować w przypadku zdarzeń komunikacyjnych, utonięć, zaginięć na nieznanym terenie lub lawin.

Gminy są zainteresowane

Propozycję szkoleń przedstawiono już burmistrzom i wójtom, m.in. Karpacza, Podgórzyna, Szklarskiej Poręby i Kowar. Wyrazili zainteresowanie.
- W każdej gminie przydałaby się ekipa przeszkolonych osób, które w razie konieczności potrafią szybko zareagować, włączyć się do akcji – mówi Marek Mikrut ze Związku Gmin Karkonoskich.
PCK zaproponowało, żeby w gminach tworzyć młodzieżowe drużyny ratownicze, szkolić licealistów i gimnazjalistów. Szkoleni mogą być także członkowie ochotniczych straży pożarnych.
- Czy znajdą się fundusze na szkolenia, to zależy od gmin. Plan musi się znaleźć w przyszłorocznym budżecie – stwierdza Mikrut.

Autor artykułu: Katarzyna Magoń

Comments are closed.